Kortyzol – wróg czy przyjaciel?

Popularny „hormon stresu” uważany jest w świecie fitness za wroga numer jeden. Przypisuje się mu bowiem całe zło dotyczące utrudnień w pracy nad sylwetką – rozkład białek mięśniowych, obniżanie poziomu testosteronu, przyrost tkanki tłuszczowej itp. Okazuje się jednak, że nie zawsze twierdzenia te są słuszne.

Zacznijmy od tego, że działanie kortyzolu jest całkowicie odmienne podczas naturalnego, pulsacyjnego wyrzutu w wymagającej tego sytuacji niż podczas przewlekłego stresu psychicznego lub fizycznego.

W prawidłowym rytmie dobowym kortyzol szczytową wartość osiąga w momencie wybudzenia ze snu (ok. 8 rano) i to on tak naprawdę sprawia, że rano mamy energię do działania (jeśli nie mamy, to jest to powód do zmartwień). Kolejne, niewielkie skoki kortyzolu mają miejsce około godziny 13tej i 18tej, poza tym poziom powinien stopniowo spadać, osiągając najniższą wartość wieczorem, kiedy zaczynamy odczuwać senność.

Kortyzol jest glikokortykosteroidem wytwarzanym głównie w korze nadnerczy (ale nie tylko, o tym napiszę następnym razem), a jego najważniejszą funkcją jest podnoszenie poziomu glukozy we krwi w sytuacjach stresowych. Tak więc wykazuje działanie podobne do adrenaliny i noradrenaliny (przez podnoszenie cAMP), hormonów wybitnie wspierających spalanie tkanki tłuszczowej. Gdyby spojrzeć tylko na bezpośrednie działanie kortyzolu, można by powiedzieć, że stwierdzenie dotyczące tuczącego działania kortyzolu jest nieprawdziwe. I tak faktycznie jest, gdy zachowany jest naturalny rytm dobowy.

Problem zaczyna się, gdy pojawiają się przewlekłe zaburzenia wydzielania kortyzolu – jak np. odwrócony rytm dobowy, czy podniesiony jego poziom w ciągu całego dnia. Mogą wtedy zachodzić interakcje z innymi hormonami.

Podwyższone ilości kortyzolu powodują inną reakcję po przyłączeniu do receptorów jądrowych w komórkach. Powstałe w takiej sytuacji czynniki transkrypcyjne inicjują produkcję innych białek niż byśmy chcieli. W tym procesie tworzone są między innymi enzymy proteolityczne, rozkładające białka mięśniowe.

Trzeba wziąć też pod uwagę, że kortyzol produkowany jest z tej samej substancji (pregnenolon) co inne hormony steroidowe, chociażby testosteron. Z racji tego, że dysponujemy ograniczoną ilością pregnenolonu, występuje konkurencja o ten składnik. Jako, że według organizmu jesteśmy w zagrożeniu, ważniejsze będzie produkowanie kortyzolu niż testosteronu, gdyż bardziej potrzebujemy wtedy energii do walki, niż ochoty na rozmnażanie.

Zauważa się też, że podwyższone poziomy hormonu stresu skutkują nadmiernym odkładaniem tłuszczu w dolnej części brzucha, na karku oraz na twarzy, zachowują jednocześnie właściwości spalające tłuszcz w pozostałych miejscach. Może w ten sposób prowadzić do redystrybucji tłuszczu podskórnego – przenoszenia go z jednego miejsca ciała w drugie. Mechanizm ten nie jest do końca poznany.

Przewlekle obniżone poziomy kortyzolu natomiast skutkują bardzo niskim poziomem energii w ciągu dnia (zwłaszcza rano), zawrotami głowy, może też skutkować zaburzeniami pracy układu odpornościowego. Takie dolegliwości mogą być następstwem długo trwającego stresu, gdy nadnercza już nie są w stanie produkować większych ilości hormonu.

Widzimy więc, że kortyzol posiada dwa oblicza – sprzyjający poprawie składu ciała, lub niszczący naszą sylwetkę i zdrowie, gdy nie jest wydzielany prawidłowo.

Można z tego wyciągnąć wniosek, że naszym wrogiem są zaburzenia wydzielania kortyzolu, a nie sama jego obecność. Tak więc obniżanie jego poziomu ma sens tylko w określonych sytuacjach. Warto też mieć na uwadze, że w fazie redukowania tkanki tłuszczowej można sobie pozwolić na nieco większe stężenia kortyzolu, niż podczas budowania masy mięśniowej.

W kolejnym artykule przedstawię w jaki sposób kortyzol jest metabolizowany i w jaki sposób można wykorzystać tę wiedzę do manipulowania jego poziomem.

 

Mój artykuł o kortyzolu można przeczytać także na blogu TiqDiet.

Kortyzol - wróg czy przyjaciel?